niedziela, 13 stycznia 2013

Tajemnice wieczorową porą.

Sypnęło trochę śniegiem i kopanka się urwały, mieliśmy szukać jakiegoś samolotu co gdzieś tam kiedyś spadł lecz na razie nici z latania z pikawką.
Wobec tego czas znów zasiąść w fotelu i poszperać po papierach :), tak sobie szperałem i wyszperałem taką starą historię z lat pięćdziesiątych czyli sprawy toczące się pięć lat po zakończeniu II WŚ.

Lecz zanim do tej historii przejdę to trzeba też zaznaczyć iż teren Riese leżał w pasie przygranicznym, a pasy takie były szczególnie obserwowane i patrolowane, wiązało się to z innymi zasadami meldunków w takiej strefie oraz w szczególnej podejrzliwości "Organów Władzi Ludowej" w stosunku do nowych nieznanej "władzi" twarzy. Kiedyś przy drodze Bartnica -Świerki stały takie tabliczki :
Temat ten w zasadzie podejmuję ponieważ wcześniej pisałem o ukrytych skarbach na Dolnym Śląsku, a myślę iż te Dolnośląskie tematy skarbowe mają jakoweś powiązania "biznesowe".

Trzeba sobie uświadomić, iż pomimo tego że II WŚ skończyła się 67 lat temu to Polska jako państwo "odzyskała" suwerenność " 18 lat temu. Z tym odzyskaniem suwerenności też nie jest tak do końca, ponieważ jeden "Bolek" już po wycofaniu "bratniej armii" próbował podpisać w Moskwie sprawę pozostawienia terenów po byłych jednostkach wojskowych jako rosyjskie zamknięte strefy handlowe, całkowicie  niezależne od jurysdykcji Polskiej. Chyba tylko dzięki interwencji Najwyższego jego plan się nie powiódł.

Jak się temu bliżej przyglądniemy to zobaczymy całą latającą wcześniej po instrukcje do Moskwy "lewiznę" w sejmie zasiadającą do dzisiaj po lewej stronie. Mieliśmy już od tego czasu lewego Prezydenta, i lewego Premiera. Zresztą tego wątku ciągnąć nie będę dalej, gdyż każdy może sobie poszperać i wyszukać tych przeflancowanych " "wspieraczy Lenina i Moskwy" jako dzisiejszych klęczących "biznesmenów" zwanych demokratami. 

Jak się mają do tego sprawy "Riese" , ano mają się dokładnie tak jak wcześniejsze wspomniane przeze mnie sprawy z lat 50, które się wydarzyły. Wspominam to tylko po to, aby uświadomić tym którzy nie mają takiej wiedzy jak funkcjonował i funkcjonuje do dzisiaj ten system.

Jednostka WOP nr.1762. Pieńsk 10.V. rok 1950.
Na patrol wychodzi dwóch żołnierzy , około 600m od strażnicy następuje wymiana ognia strzelają wopista S.Pogorzelski i T.Wróbel.

Podczas strzelaniny na granicy ginie wopista T.Wróbel.
Po stronie NRD  złapany zostaje przez Rosjan niejaki Zalewski który był postrzelony przez wopistów  w nogę, a  niejaki Szczypawko zabity jest przez wopistów po stronie polskiej , trzeci rzuca się do Nysy i ślad po nim zaginął. 

Okazuje się że trzecim którego nie odnaleziono był prawdopodobnie milicjant z Karpacza ponieważ ruscy znaleźli na brzegu jego pistolet TT i amunicję. 

Co się dzieje dalej, okazuje się że w tą sprawę umaczane są i inne osoby, lecz informacja wojskowa i U.B. sprawę utajnia, a wopistów przenosi się na placówkę do Lubania.

Teraz rzecz arcy ciekawa ......z rejestru cmentarnego w K.Górze wynika że T.Wróbel zmarł 9.V.1945r. Na jego grobie w Lubaniu zaś widnieje data śmierci 11.V.1950r. Lecz to nie koniec, ponieważ ten sam T.Wróbel ma swój następny grób na Kujawach w Dębowej Łące pod Wąbrzeźnem.

Na tym samym cmentarzu w tej samej mogile co T. Wróbel rejestr cmentarny K.Góra leży zabity 9.V.1945 r. inny wopista z tego samego posterunku E.Pieja, na pomniku zaś jest data śmierci 9.V.1950 czyli dzień wcześniej niż T.Wróbel. Śmierć E.Pieji została zatuszowana. A w sprawie śmierci T.Wróbla nawet nie przesłuchiwano świadków. Na tej strażnicy w Pieńsku działał St.sierżant zwiadu który rozpracowywał agenturalnie dla informacji wojskowej wszystkich żołnierzy.
Powyższe informacje publikował J.Skowroński.

H.Piecuch wspomina że na granicy istniały tak zwane "kontrolowane przerzuty", o tych "kontrolowanych przerzutach" mówi też były komendant strażnicy w Pieńsku M.Zawada. Wtedy na takim odcinku nie powinien się pojawiać WOP.

Wobec tego należało by postawić pytanie co przerzucano przez granicę ? Po jednej stronie w "Polsce" mamy Rosjan po drugiej stronie w NRD też Rosjanie. Więc jest pytanie kto i co przerzuca nie oficjalnie w tej samej strefie wpływów ???. Dlaczego nie przechodzi to przez granicę legalnie. Czy to co przechodzi jest ukrywane przed Polakami i Niemcami z DDR?? . Czy jest ukrywane przez Rosjan przed własną zwierzchnią władzą ??.

Dopatrzyłem się jeszcze pewnej sprawy z pałacu w Karpnikach  gdzie po wojnie szabrownik kradnie "mienie niczyje" w postaci paru płócien, a jak wiadomo znajdowała się tam słynna kolekcja obrazów Książąt Heskich. Wycina je z ram, następnie zostaje z tymi obrazami złapany w Jeleniej Górze przez milicję , a następnie ni z gruszki ni z pietruszki te same obrazy jednemu z antykwariuszy sprzedaje wysoko postawiony pracownik Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa z Jeleniej Góry.

Teraz można sobie powyższe sprawy przełożyć w temacie Riese. Jak odkryć w przeciągu 18 lat tej niby wolności gdzie i co jest ? jak nadal mamy wciąż umocowany ten sam system ?   
Można sobie poszukać w necie ..."Esbek i archidiecezja krakowska", i różne takie niewygodne oficjalnie tematy. 
Przypomniałem sobie również opowieść jednego z takich, jak sobie odświeżę to ją  tutaj opiszę.

Warto też zapoznać się z tą pozycją "Mason P. – "Pozwolenie na zabijanie", wyd. Magnum Warszawa 2000.

" W książce tej można natrafić na opis jednej z tajnych operacji kpt. Masona, podczas której miał on rozpoznać kanał przerzutowy IRA, spenetrować struktury tej organizacji i jej komórki, która przemycała broń i materiały wybuchowe z Czechosłowacji, jej powiązania ze STASI i STB oraz rozpoznać źródła finansowania. Działo się to pod koniec lat 50-tych ubiegłego wieku. W czasie tej operacji Mason pod zmienioną tożsamością przedostał się do NRD wraz z kilkoma członkami IRA, ukryty w samochodzie z transportem koni przeznaczonym dla niemieckiego cyrku. W cyrku tym Mason został zatrudniony jako pomocnik tresera koni i spędził w nim kilka tygodni zanim z kolejną dostawą broni powrócił do Irlandii. Dyrektorem cyrku był niejaki Max Grendel. W czasie wojny SS-Untersturmführer, oficer 8. SS-Kavallerie Division "Florian Geyer", a po wojnie aktywny członek "Die Spinne", niemieckiej siatki przerzutowej, która wywoziła m.in. do Ameryki Południowej zrabowane przez III Rzeszę kosztowności."


Wiem też podając informację o tej książce, że mogą pojawić się tak zwani "eksperci" z komentarzami typu .....tiiia a tam pod wodą stoi do dzisiaj ciężarówka i lampy się w niej świecą i tym podobne specjalistyczne teksty.
Ale ja tam wiem swoje, wiem kto to pisze i po co pisze, oraz jaki ma w tym cel, a " pożytecznymi sobie głowy nie zawracam :) ".

Opis pobytu Masona w hitlerowskiej enklawie w Polsce zajmuje w jego książce 40 stron.
Mason podaje informacje przybliżające nieco lokalizację zamku.   

Na jednym z postojów w powrotnej drodze zauważył drogowskaz „Nowa Sól 32km”.
A może kto wpadnie jaki to zamek ? :-). Nie było to proste lecz do wykonania :).
Wiosna już się zbliża ;-)
 





  


11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam.
      Jan, stadnina jest kluczem :-), z Ż nie jedzie się 2,5 godziny do Nowej Soli :).Zagadka nie jest tak łatwa, jak i mi się na początku wydawało :).

      Usuń
  2. :)) no dobra sorki przeoczyłem słowo postój.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zamek w Siedlisku nad Odrą nie pasuje, ten z Żagania to ok 40km
    O Siedlisku taka ciekawostka...
    Dwa lata temu w murze okalającym zamek było trafienie na depozyt złotych monet. Znalazł mój znajomy, zupełny przypadek - na czuja. Robił dla nas swego czasu świetne detektory samoróbki.
    Wspomnień czar....
    Drugi i trzeci depozyt - Zielona Góra, złote monety w pewnej kamienicy(ok 100 sztuk, znalezione z polecenia pewnej rodziny) oraz złote 2 metrowe pręty w ościeżnicy drzwi na tej samej ulicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carolath :), dobry temat i temat rozwojowy,nie tylko II wojenny lecz i wcześniejszy dotyczący "Drogi szwedzkiej". Poniekąd dotyczący również innych spraw związanych z chowaniem w pobliżu depozytów :-).Może o tym też wspomnę w wolnej chwili :). Patrz Pan a o tym znalezisku chłopaki pilnujące ruinek nic nie gadali :). Dyskrecja to podstawa :-). Karol jasne że żaden z zamków w pobliżu nie pasuje do tej opowieści. Lecz jest jeden co pasuje na 100%, i to był ten z opowiadania Masona. Trza wziąść cyrkiel odmierzyć ok 2,5 godziny jazdy z szybkością około 80km/h i zakreślić kółko wokół Nowej Soli. Siedlisko nawet nie było brane pod uwagę bo było po wojnie spalone. Zielona Góra niby nic a ma pod spodem kopalenkę :-).

      Usuń
  5. Sprawę chowania w jednym grobie kilku ciał , ofiar UB znam od człowieka który całe życie poświęcił badaniu tematu "Pogromu Kieleckiego" oraz katowni UB na terenie Kielc.
    Do końca jego pracy nad tym tematem utrudniała mu to lokalna władza.
    Sporo mogił odnalazł po lasach i na cmentarzach.
    Czasami pod fikcyjnym nazwiskiem leżało kilka osób, o liczbie ich świadczyło tylko np 7 malutkich krzyżyków umieszczonych niby ozdoba pod tabliczką z fikcyjnym imieniem i nazwiskiem.
    http://odkrywca.pl/pokaz_watek.php?id=637456

    Kilka lat mieliśmy kontakt na pw , potem urwał się. Był jednym z ostatnich świadków zamieszanych w wydarzenia z Kielc, dość powiedzieć , że widział wszystko co wydarzyło się w feralnym budynku kiedy żołnierze w polskich mundurach(a mówiący po rosyjsku...) wyrzucali przez okna obywateli żydowskich .Długo by opowiadać o tej prowokacji, jednej z wielu na terenie Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do podobnej sprawy wprawdzie nie dotyczącej pochówku lecz niewygodnych tematów z terenu Riese wrócę w kontekście Abrama Kajzera i "Za drutami śmierci".

      Usuń
  6. http://odkrywca.pl/forum_pics/picsforum22/20080609_319.jpg

    Tablica cmentarna z "lewymi danymi" , na dole ilość krzyżyków wskazuje ile ciał leży pod spodem.
    Kamieniarz który to robił - dobry człowiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałem ten wątek z Odkrywcy, ciekawy temat. Nie udzielam się już na forach oraz w tego typu pogadankach, ponieważ stwierdziłem iż walka z niektórym elementem działającym celowo ( lub z własnej głupoty....patrz termin "pożyteczny idiota") mija się z celem ). Trzeba też pamiętać że ktoś tam w końcu w tym U.B. był, potem miał dzieci, a dzieci mają dzieci. W tamtych czasach byli już poupychani na różnych stanowiskach, potem upychali swoje dzieci w PZPR i innych państwowych instytucjach, teraz ich wnuki też są poupychane. Wiadomo że jak ktoś nie należał do PZPR to żadnego stanowiska nie zajmował. Im to taki temat jest wielce nie wygodny, w końcu to niektórych dziadkowie i rodzice z reguły pod zmienionymi nazwiskami, działają zresztą do dzisiaj. Osobiście byłem uczestnikiem minionej epoki i byłem świadkiem różnych świństw więc na mnie nie działają socjotechniczne gadki ich ojców i wnuków, różne usprawiedliwienia, zagrywki i udawane płacze. Tym samym podziwiam Twój determizm w doprowadzeniu tematu z Odkrywcy do jakiegokolwiek zakończenia. :)

      Usuń
  7. Wojtek, z takich względów jak piszesz temat zakończył się, ale nie na Odkrywcy ale kilka miesięcy później na PW.
    Zdziwił byś się kim był Leszek Ranger i jakie jest jego prawdziwe imię.

    OdpowiedzUsuń