czwartek, 30 lipca 2015

Wykrywacz

Chwila wolnego to znów poczytałem, to znaczy czytam już od dłuższego czasu i śledzę ten temat z zainteresowaniem:
 http://odkrywca.pl/wykrywacz-na-miare-naszych-mozliwosci-detector-on-the-best-of-our-abilities,742291.html#742291

Zauważyłem iż temat z ogólnej współpracy hipotetycznych twórców nowej maszyny przekształcił się w rozważania najpierw co do kierunku w jakim należało by ewentualnie pójść ( tu nie zauważyłem wypracowanego konsensusu. Mogę się mylić ).
A obecnie  jest na etapie oceny różnych dostępnych na rynku sprzętów.

Zauważyłem w tej całej dyskusji ciekawą rzecz, że temat założył Taktyk, który to tworzy wykrywacze.
http://taktykpulse.com.pl/aktualnosci.html

Ale w dyskusji nie biorą udziału twórcy Rutusa, HS3-Smętek, PENelektronik, Armand.

Mamy u nas w kraju parę dobrze skonstruowanych wykrywaczy, które się sprawdzają.
HS3-Smętek
Rutus Argo
Armand Dominator V3



Jest jak widać paru ludzi chcących coś ulepszyć lub zrobić od podstaw. 

Świat idzie w kierunku usprawnień, polegają te usprawnienia na pozbyciu się kabli, zmniejszeniu wagi, zmniejszeniu zasilania.
Przy tym wyprowadza się lepszą ergonomię oraz lepszy system składania do transportu.
Co się dodaje do istniejących już wykrywaczy ?, dodaje się aplikacje na smarfony.

Na polu spotykałem z polskich konstrukcji Rutusy i Solfernusy.
W lesie HS3 i Rutusy. 

Niektórzy nasi koledzy bardzo sobie chwalą Deusy. Jeśli weźmiemy pod uwagę postęp technologiczny to czym się charakteryzuje Deus?
1) całkowitym brakiem plątających się kabli
2) wagą ok 1 kg
3) składaniem
4) odłączanym panelem elektroniki
4) dobrym oprogramowaniem

 Co mamy zbliżonego w jednym z polskich wykrywaczy.
1) brak kabla łączącego słuchawki do elektroniki 
    ( do dopracowania ), transmitery można również zastosować w    dowolnym polskim wykrywaczu.
2) waga ok 1 kg
3) składanie
4) odłączany panel elektroniki

Czyli w zasadzie mamy stelaż, dobrze dopracowane mocowanie cewki do stelaża patent z pływająca nakrętką ( PENelektronik,  nie łamią się uszy cewek ).

Moim zdaniem jako użytkownika, powinno się pracować nad dopracowaniem estetyki obudowy elektroniki. Dopracowaniem konstrukcji cewki, oraz nad oprogramowaniem.

 Bez wątpienia na cenę Deusa coś wpływa, nie wiem jaki to jest decydujący czynnik, czy przypadkiem ceny nie zawyża element  marketingu i reklamy.

Jeśli spojrzeć na trendy, to np. Minelab wypuścił na rynek coś
ciekawego, 
 https://www.youtube.com/watch?v=PUAW1uTJupE

 https://www.youtube.com/watch?v=YThWiV70_lQ

lecz jak oglądam co pokazują Rosjanie odnośnie Go Finda to absolutnie polscy producenci operujący w takim zakresie cenowym jaki proponuje Minelab z Go Find 60 biją go na głowę, ponieważ szwankująca identyfikacja i opóźnienia wg. tego co widzę uniemożliwiają zarówno poprawną identyfikację oraz namierzenie przedmiotu, nawet za pomocą pinpointa . Minelab przoduje w tym wypadku jedynie w estetycznym wykonaniu wykrywacza. 
Minelab

Solfernus
Deus


Zastanawiam się nieraz ile by realnie kosztował taki polski wykrywacz który zachowywał by się jak Deus i miał wagę 1-1,1 kg.

Kiedyś Solfernus miał taką sztycę, 

to była lepsza ergonomia, lepiej leżała w ręce. Pójście w tym kierunku i wykonanie jej z włókna węglowego, myślę że to byłby hit. Bułgarzy też podążają tą drogą, włókno węglowe, sztyca teleskopowo chowa się do środka.
Lecz znów moim zdaniem mały feler przy tym Bułgarskim rozwiązaniu , nie ta piórkowa waga :(.

Już po napisaniu tego tekstu otrzymałem maile z określeniem 
" dobre wyważenie" przy wadze do 2 kg.
Otóż moim  skromnym zdaniem wyważenie niweluje jedynie dyskomfort ciągnięcia wykrywacza w dół przez ciężar cewki.

Lecz nigdy nie zniweluje ciężaru jaki musimy zahamować na łokciu i barku w momencie przemiatania i zatrzymania wykrywacza w końcowym momencie ruchu wahadłowego. 
Wykrywacz to jest jakaś masa wprawiona w ruch wahadłowy, który
musi zostać zahamowany.

Zawsze te dodatkowe 0,5 - 1 kg musi gdzieś zostać rozłożone przy zahamowaniu ,czy to na łokieć czy to na bark. Można tego nie odczuwać przez godzinę lecz po całym dniu w polu i 12 godzinach machania w lewo i prawo niestety to się czuje. Dlatego stosowane są w wykrywaczach pasy nośne lub szelki. 

 Szelki do Whitesa, wykrywacz przypinany jest do szelek za pomocą elastycznej gumy.
Specjalne elastyczne nosidło do wykrywacza.


Niektórzy producenci aby to wyeliminować stosują odłączaną elektronikę od sztycy, którą przypina się do pasa.
Ten problem z wagą określany jest " łokciem tenisisty". 
Waga jest bardzo istotnym elementem, o czym bardzo rzadko się wspomina. Nierzadko ukrywana też jest ( całkowita ) właściwa waga wykrywacza podawana bez ogniw, ogniwa zasilającego. 



P.S.
http://dolnoslaskipodroznik.pl/ 

 http://medartzasada.blogspot.com/2015/08/na-kolejna-rocznice.html#comment-form

niedziela, 19 lipca 2015

Solfernusowe pustynne skarby.



W tygodniu jak zwykle szamotaninka, a może tu skoczymy a może tam ? , w końcu przeważyła koncepcja najstarszego wiekiem kolegi. No bo jak wiadomo starszych trzeba się słuchać :-).

Przybyła ekipa z Lubuskiego, sobota rano, w miarę nie gorąco. Najstarszy zapomniał swojej ulubionej łopaty co wprowadziło go w stres bo jak tu kopać bez ulubionego narzędzia :), ale i temu zaradziliśmy bo od czego są inni kopacze :). Po zakupie napojów gazowanych atak na wybrane miejsce.

Jak dojechaliśmy to już temperatura tak wzrosła że wylądowaliśmy już na " pustyni nubijskiej lub jakiejś Gobii ".
Na masce samochodu można było śmiało jajka smażyć. Moje kepi legionisty zaczęło parować na głowie, a w butach zaczęło się robić mokro :). 
Jeden ze straceńców wyszedł śmiało na " pustynne słońce" i zaczął grasować po łące, a my hyc do cienia w las, pod zbawienny cień starych dębów :). Ale jak to na rozeznaniu bywa " kolorowe jarmarki" pierdółki , spłonki i kapiszony. Więc zwinęliśmy manele i pojechaliśmy na miejsce gdzie coś kiedyś nam już wyorano. 


Tam było jeszcze piękniej bo lasu nul :( , a słońce prawie w zenicie, lecz pole było bardziej szczodre jak łąka i lasy, więc zaczęło się coś w sakwie pokazywać. 
W międzyczasie oczywiście odbyliśmy pouczającą rozmowę z przejeżdżającym rowerem mieszkańcem wioski, oraz nasz kolega miał spotkanie trzeciego stopnia z właścicielem pola :).
Po podzieleniu się z właścicielem (zgodnie z prawem ) częścią znajdek czyli fenisi :) nastąpiło stopienie lodów, ( co ja gadam, żaden lód by się dwie minuty nie utrzymał  przy + 33 w cieniu :-) ) po czym my dostaliśmy zezwolenie, a właściciel z częścią "skarbu" uradowany pojechał dalej. 

Ogólnie gorąco. Można rzec że były to poszukiwania prawie jak na pustyni Gobii albo co. Mroczki przed oczami, a i znajdki takie sobie.
 Ale co tam, spotkaliśmy się, pośmialiśmy, upał nas nie pozabijał, i zamiast zażywać kąpieli w jeziorze zażyliśmy " kąpieli słonecznej ".


Diaboł z piekła rodem  w tej temperaturze po trzech godzinach się zbuntował, i trzeba było zejść na rozgrzanym polu  z maksymalnej czułości o próg niżej, bo zaczął zgłaszać przesterowanie.
Po zejściu z najwyższej czułości cewki i nadajnika na średnią nastawę złapał oddech i pracował bezproblemowo oraz stabilnie.

Tak sobie też pomyślałem, że na tej pustyni musieli ćwiczyć wytrzymałość temperaturową   jacyś legioniści, no bo skąd na tej "pustyni" wzięła się moneta z Lotaryngii  1901r :) ?. Chyba w tamtym czasie w Algierii było zimno :).

Na plaży fajno jest :-) :




P.S.

Dlaczego ten wątek ?, dlatego że jest pouczający, dotyczący różnych objawów, występujących też w różnych a nie tylko polskich wykrywaczach. Jak wszystko jest dobrze to super , ale jak występuje problem to należy mieć nieco poszerzoną wiedzę, ponieważ często się okazuje że nie wykrywacz ma usterkę lecz operator :-) :-)
Można też poczytać o polskim serwisie Rutusa  w wypadku usterki, bardzo budująca lektura.


środa, 15 lipca 2015

Osówka wartownie rok 2015

Nie piszę gdzieś tam w "Świecie", oprócz komentarzy na paru blogach, lecz pozostała mi dziwna mania czytania. Od kiedy nauczono mnie czytać to wciąż czytam. Wolę czytać niż oglądać jakoś tak do dzisiaj mam. A więc dzisiaj poczytałem :
http://www.sztolnie.fora.pl/swiat-gor-sowich,3/wartownie,3602-60.html

Panie "zbanowany" nie wiedziałem żeś Pan tak rozmowny i te przemyślenia powstają w przybytku gdzie Król chodzi piechotą oraz wpadają do głowy podczas czytania porannego Zeitunga :-).
Lecz ktoś widocznie podczas tej dyskusji zapomniał o najbliższej okolicy i aż wylądował w Dorze :).

Niecałe 15 km obok naszego tematu jest takie pomieszczenie socjalne pomimo że "obiekt został nie ukończony" i kończy się przodkiem. Zresztą wszystkie znane są nie "ukończone" i kończą się zawsze przodkami.

No i co by nie powiedzieć to nawet tak prozaiczne czynności mogą coś do głowy podsunąć, zwłaszcza do głowy "zbanowanego" który jak się domyślam po sposobie dedukcji jest prześladowcą "sprzedawcy kryształów " he he. Ale dość o starych czasach. Jest rok 2015 a tu dyskusja trwa w najlepsze :), i oby tak dalej.

 Widzę że zaczynamy się zbliżać do pewnych rozwiązań sanitarnych a te miały swoje normy tak jak wszystko w budownictwie. Nawet na Mauzoleum gdzie tylko stały warty, wg, starych Wałbrzyszan kible były.
Wojtek Stojak penetruje tak zwany dziś schron pod Górą Parkową.

Wc znajduje się pod ziemią.

Co do budowy tego schronu w Wałbrzychu,  kiedyś zauważyłem, że najpierw te wszystkie nisze były zamurowane, potem  po 1900 roku otwarte a następnie znów zamurowane. Zresztą widać że zostały potem przebudowane. Ot taka ciekawostka  a propos wiecznego braku czasu, pośpiechu i zapominaniu o tym że było coś takiego jak I W.Ś. 
Istnieje pocztówka robiona po 1900 roku gdzie nisze są otwarte tak jak na pocztówce poniżej



W opowieściach o Riese w jakiś dziwny sposób zapomniano że te tereny wtedy Niemieckie szykowały się również do I W.Ś., a Niemcy tu się nie pojawili w 1941r wraz z nazistami.
To jest wymazanie gumką myszką przedsięwzięć militarnych z przed II W.Ś.
To jest robienie z ludzi baranów. 

Na całym terenie Niemiec szykowano się do I W.Ś. do II W.Ś, budowano podziemne fabryki, składy amunicyjne  i schrony, a w Sudetach nie budowano. 

Nad Odrą w 1933r budowano bunkry i obiekty militarne


, a w Sudetach jedynie tańczono  i pito piwko.

Na MRU już w latach 20 budowano obiekty militarne


 a w tym czasie w Sudetach jeżdżono na nartach.

W oddalonym o 30km Goczałkowie na Luftmunie budowano w latach 20 składy amunicyjne, a w Sudetach 30 km dalej oglądano filmy z Marleną D.

Dlaczego pisarze o Riese omijają łukiem I W.Ś i okres przed II W.Ś. ?
, ano dla tego że Lord Vader z wąsikiem który miał Drang nach Osten pojawił się z dziwnym plemieniem zwanym do dzisiaj Nazi na tym terenie dopiero po napadzie na Polskę w 1939r. A w Sudetach na Piastowskiej ziemi zaczęło to dziwne plemię Nazi (co się teleportowało nie wiadomo z jakiej "Gwiazdy Śmierci") swoje budowy w 1942r.

Wcześniej Bismarck nie miał żadnych założeń i planów wojennych, nigdy na nikogo nie napadli i nic nie zrobili. Dopiero ten Lord Vader z wąsikiem z tymi Nazi jak się pojawili to podpalili świat, po czym tak jak się pojawili tak szybko zniknęli, podobnie jak u nas tak zwani "komuniści".


A jak mniej więcej takie sprawy wyglądały oraz wyglądają na D.Ś. i dotyczą stanów osobowych może wyjaśnić ten link :   https://www.youtube.com/watch?v=LN2MkWuRAik