niedziela, 10 maja 2015

Solfernusowe rajdy w przeszłość

Pogoda dopisała jak zwykle i ekipa pojechała sobie trochę połazić i kości rozprostować. 
Poranek dziś trochę zimny zaczęło siąpić, ale potem  zrobiło się lato, i jak to śpiewają "lato, lato wszędzie" więc ruszyliśmy z kopyta w wybrane wcześniej miejsca. Wzięliśmy dzisiaj trzy miejsca na tak zwany próbunek. Przyjechali amatorzy z 30 letnim stażem i jak zwykle było wesoło :).
Śniadaniowy odpoczynek :)

Nie będę opisywał co było i jak było, ale zachęcam do jazdy rowerem, oraz do chodzenia z różnymi kijkami.
Spotkaliśmy dziś miłego traktorzystę, który jak nas zobaczył pod lasem wyhamował , przeleciał przez pół pola aby koledze wytłumaczyć gdzie był dawniej przydrożny Gasthaus, miły człowiek jeszcze na odchodnym machaliśmy mu na pożegnanie :). Z tego miejsca go pozdrawiamy.
 Zagadka, do którego wykrywacza dopasujecie łopatę z żółtą rączką? :-)

Pozdrawiamy też Pana Troskę i życzymy mu, aby pod liniami wysokiego napięcia rozbił o drzewo ze trzy Solfernusy z odpadającymi plastikowymi cewkami :-).
Bo jak pisze Troska na łamach "O" (w internecie ) to badziewie nie można nazwać wykrywaczem :). Dla lepszego zobrazowania tego stanu zrobię dzisiaj mały wyjątek z pokazywaniem :-), bo jak mówią "śpiewać każdy może jeden lepiej drugi gorzej " :-)

Amelinowe druciki :).


I pamiętajcie nie kupujcie czasami Solfernusów :-), są za lekkie, cewki im odpadają, plastik się krzywi i w ogóle są do bani :-), 
no i trzeszczą im klawisze :-).
Jak mówi Pan Troska są przestarzałe, a że przestarzałe to i szukają tylko przestarzałych amelinowych drucików i ruskich zegarków, a dziś jest trendy nowoczesność z   U.S.A. z napisem zdiełano w China.


P.S.
http://dolnoslaskipodroznik.pl/

 http://zobten.blogspot.com/


5 komentarzy:

  1. Jak pokazały badania empiryczne - czyli jest sygnał X pod cewką wykrywacza Y1 - tak samo ten sygnał odbierają wykrywacze Y2, Y3 , Y4, Y5 . Cena wykrywacza i jego kolor nie mają wpływu czy sygnał X jest obserwowany, czy nie jest (pomijamy sygnały na granicy słyszalności, gdyż większość kopanych sygnałów jest na głębokość ostrza szpadla) . Najmniej korzystnie wypadł Ace 250 z racji najmniejszej cewki gdyż sygnałów które ja słyszałem on już nie słyszał (po odkopaniu okazywało się, że są to drobne głębiej posadowione kolorowe śmieci, ale też chyba kopał tych śmieci najmniej (snajper ;-). Zasada więc jest bardzo prosta - im więcej chodzisz, tym więcej znajdujesz (kiedy towarzysz R1 zrobił 100 metrów, towarzysz R2 robił ich 200) , a kiedy więcej gadasz z kolegami to masz mniej w kieszeni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała uwaga dla kupujących sprzęt, dzisiaj tak z braku laku czytam i trafiłem na forum "O" na tekst Papiego :

      " Panowie powiem wam tak:
      Prześladuje mnie jakiś pech co do wykrywek. Latam już jakieś 25 lat ( nie wspominam o wojskowych sprzętach typu pi sitach do siania itp.) miałem nowego g. 250 i chodziłem z kolesiem on znajdował a ja jakoś z przypadku ciągle jakieś coś, odesłałem do producenta okazało się że jakaś wada no i zong .

      Kupiłem xlt niby ok, jakieś programy z netu, mixerek itp. Ale coś nie tak, wysłałem do proscana oczywiście cewka krzyż do dupy po naprawach dalej nie to.

      Kupiłem tęczówkę, lepiej ale uraz został, zabrakło cierpliwości, (potrzebuje wykrywki włącz i szukaj a nie wieczne nastawy).

      Potem zakupiłem łódź, sprzęt do nurkowania, i w viking Minelab Excalibur II no i co ?, jakiś element miedziany się oderwał w obudowie i zrobił zwarcie i zdechło , no ale minelab to minelab naczytałem się itp. Itd.

      No to kolej na ex II. I co nowych już nie ma, no to co używka, a opinie wyśmienite, nie produkują znaleźć coś na rynku wtórnym to cud (a więc muszą być niezłe) i co , po długich poszukiwaniach w końcu jest (i teraz po czasie myślę że skoro się w końcu pojawił to spieprzony : zero stabilności ciągle jakieś jęki itp. Itd.
      Nawet dokupienie cewki motylka s.e.f. nic nie dało, a miało być głęboko i stabilnie. A więc nie piszcie mi o braku doświadczenia i niekompetencji bo po prostu mam troszkę pecha i mam w du..ie co znajdę bo i tak wszystko oddaję do muzeum, bo to moje hobby i mile spędzony czas na świeżym powietrzu, a to że mogę sobie pozwolić na wymianę sprzętu kiedy mi się tylko podoba to moja sprawa.

      (ps. Kiedyś się złapałem na tym że zaczynam zbierać wykrywki a nie fanty) a teraz mam ochotę dać komuś zarobić jeśli mi udowodni że ten wykrywacz który mi oferuje jest stabilny i ciągnie niezłe fanty z przyzwoitej głębokości.

      Bo po tylu latach moich doświadczeń to wykrywka za kilka stówek nic nie odbiega nawet od tych za kilkanaście tyś. tylko trzeba mieć troszkę szczęścia i fajne miejscówki, a przede wszystkim wielką wiedzę ( moje ostatnie najfajniejsze odkrycia to sierp mający 2500 lat z epoki brązu i fibula pierwsza i jak na razie jedyna taka znaleziona w Polsce, już niedługo po zabezpieczeniu do obejrzenia w muzeum)
      Pozdrawiam Papi

      Usuń
    2. "Najmniej korzystnie wypadł Ace 250 z racji najmniejszej cewki gdyż sygnałów które ja słyszałem on już nie słyszał (po odkopaniu okazywało się, że są to drobne głębiej posadowione kolorowe śmieci, ale też chyba kopał tych śmieci najmniej (snajper ;-). "

      W końcu wpadł na genialny pomysł że będzie szukał pomiędzy kopanymi dołkami :), i mu się trafiło. Prawdę mówiąc poszedłem w jego ślady za tym konceptem i wyszły pomiędzy dołkami 2 mosiężne końcówki od breneki , sygnał jak dzwon. Wniosek z tego taki że powoli i metr za metrem krok za krokiem, niby trzech czesało a dwa mocne sygnały pominięte czyli nie była to sprawa głębokości.
      Bo mosiądz był płytko. Czyli sprawa dokładności przejścia. Bo taki sygnał to nawet najgorszy Chińczyk by nie pominął.

      Obserwowałem Towarzysza i kręcił się wciąż w kółko robiąc spiralę, chodził bardzo powoli.

      Usuń
  2. Na Odkrywcy mają wątek "Wykrywacz na miarę naszych czasów" , ale jako że nie jestem naukowcem to z tej debaty niewiele do mnie przemawia. Powoli krystalizuje się u mnie pomysł wykrywacza wykonanego "pod swoje potrzeby".
    Ze słuchawek zrezygnowałem (jeśli słuchawki to douszne z pałąkami za uszy z patentem kablem spiralnym do paska, a potem cienkim kabelkiem do ucha) , nic się nie plącze, a sygnał jest słyszalny i nic nie pomijam. Co do wagi wykrywacza - tutaj przydało by się At Pro odchudzić. Mocna sztyca ma u niego zaletę, że można nią trzebić pokrzywy ;-) i nie wygina się podczas pracy w zanurzeniu, ale waga na lądzie robi swoje. Co prawda są wykrywacze i cięższe (Whites), ale tam zasilanie jest balansem dla sztycy i jest on lepiej wyważony.
    Przy AtPro myślę nad sztycą z włókna węglowego wykorzystaną od statywu fotograficznego - rozsuwaną jak w Solfie, ewentualnie monolityczną (zawsze to większa sztywność i kilka deko mniej). Z założenia w aucie wykrywacz i tak wożę zawsze rozłożony bo wielokrotne wyginanie kabla prowadzi w konsekwencji wiadomo do czego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karol z "O" napisał :

      " Widzę ulepszoną wersję 3.0 ;-)
      Ja też chodzę na fabrycznych, z racji że moim dawnym Solfem zaopiekował się kolega, ale czasami dla odpoczynku ręki biorę go na godzinę i jak mi nie ustawi, to włanczam F.
      Zasada jest taka, że jak leży moneta na 10-20cm to na jakichkolwiek ustawieniach innych niż rozsądne byś nad nią nie szedł to ją trafisz, a 90% monet znajduję na tej głębokości. Chwalenie się, że czyjś wykrywacz łapie boratynkę na 40cm nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i trzeba takie archeo-wieści włożyć między bajki. "

      To wszystko i tak nie ma sensu, te testy z wiedzą gdzie jest jakaś boratynka i machanie nad nią cewką gdy jest zakopana na 30 cm.
      W realu a nie w testach idziemy marszem wolnym lub szybkim i machamy wykrywaczem wolno lub szybko.

      Jak jest w miarę czytelny i zrozumiały sygnał to wtedy się poprawia, lub jak ktoś nie wie co wykrywacz gada idzie się dalej. Czytelne sygnały od średniej wielkości monety to są od 0 do 20cm. i to zależy od gleby. Wykopany dołek też nie świadczy jak głęboko była moneta, bo nieraz weźmie się kopnie na sztycha bo tak prościej, a moneta może była na 5 -8 cm, a wykopany dołek ma 25cm :). I nie ma co z miarkami latać. Ważna jest identyfikacja i odwieczny dylemat , kopać czy nie kopać. bo kopanie "fuzli" zajmuje czas i zniechęca po 25 szt wykopanych amelinowych zrywek i polmosowych królewiczy.

      Usuń