niedziela, 26 maja 2013

Ludzie, skarby i tajemnice.



Dzisiaj przechodząc obok pewnego miejsca w moim mieście w którym kiedyś bywałem przypomniała mi się pewna sytuacja.
Było to w czasach kiedy człowiek nie wiedział że ma coś w środku, starsi czytelnicy będą wiedzieli o czym mówię :-), a po ulicach jeździły czarne wołgi.

Do rzeczy.  Pewnego dnia będąc u jednego znajomego, który miał wiedzę na temat złota i złotych zegarków które notabene kolekcjonował byłem świadkiem pewnej transakcji.
Podczas kiedy znajomy w swoim punkcie pokazywał mi swoje nowe zdobycze, przed drzwiami pojawiło się dwóch ubranych w ortalionowe płaszczyki osobników. Mój znajomy oczywiście zwinął szybkim ruchem złotka do szuflady :).
Osobnicy weszli do punktu i rzekli, iż chcą sprzedać  srebrny sygnet. Mój znajomy wyciągnął lupę, polukał i z obojętną miną rzekł, że może za tą bezwartościową rzecz dać na ćwiartkę. 
I tak to sygnet powędrował z powrotem do kieszeni szeleszczącego ortalionu i panowie wyszli , lecz daleko nie odeszli stanęli na chodniku i coś machając rękoma sobie tłumaczyli. Po czym jeden z nich wrócił i rzekł w te słowa ......panie daj pan chociaż na pół basa bo suszy a nas dwóch.
Mój znajomy pokiwał głową i rzekłszy, a niech stracę wyciągnął na te pół litra i z cierpiętniczą miną dał gościowi w ortalionie w zamian otrzymawszy sygnet, któremu znów przez lupę się przyjrzał. Ledwo drzwi za sprzedającym się zamknęły jak znajomy zrobił się prawie purpurowy , myślałem że zawał bo swoje latka już miał. Złapał lupę i zaczął ...gadać ...białe złoto i platyna , pierścień rodowy , sygnatura taka i taka, bicia złotnika jakiegoś tam :) , wiek bardzo późny :).

Tak to dwóch osobników mając w ręku majątek warty powiedzmy jak na tamte czasy dobry motocykl pozbyło się go za flaszkę, z niewiedzy. W tamtych czasach przypominam sobie również jednego gościa z pobliskiej miejscowości , który jeździł po wioskach i za bezcen wykupywał od rolników stojące po stodołach antyki.
Zegary trafiały do mojego znajomego który je remontował, część co cenniejszych zachował, a część szła  do odsprzedaży.

Tak to  pozyskiwano co wartościowsze  rzeczy od ludzi nie mających pojęcia o ich wartości, a sprzedawano ludziom którzy mieli zarówno pieniądze jak i wiedzę o wartości tych zabytków.

Wszyscy pamiętamy historię o złocie Wrocławia, tam to w ruinach parę kilo odnaleziono , o co później podrapali się chłopaki z wiadomych służb . Opowieść o tych tonach złota do dziś funkcjonuje jako mit. Pytanie  brzmi, czemu w takim razie zniknął nakręcony w latach 70 film " Kim jesteś kapitanie" ? dotyczący wywózki tych walorów z Wrocławia.
 Major J. też nigdy nigdzie nie był i nic nie wie. Wszyscy w wypadku tych spraw dostają szybko amnezji . Bywali tylko, jak przy tej akcji w G.Bialskich kiedy wyciągano jakieś niby szmaty lub konserwy. Ale kiedy w ich obecności poruszany jest temat znalezienia czegoś to zawsze uszy na baczność i twarz im tężeje.


W mrokach zapomnienia zaginęli ci co na zlecenia jeździli w teren i odszukiwali oraz odkupowali za bezcen dzieła sztuki. W zapomnienie okryci mgłą tajemnicy poszli antykwariusze, którzy aby utrzymać się na rynku wiadomo dla kogo pracowali. W zasadzie to przez ich ręce przeszło większość dzieł sztuki, które nierzadko powędrowały do pracowników ambasad. W zapomnienie poszły sprawy  muzeów i kościołów skąd po fali włamań wymiotło masę antyków. Sprawy te nigdy nie zostały rozwikłane. W zamian za  to dęto w prasowo telewizyjny  róg, jak złapano dwóch murarzy którzy znaleźli ukryte pod parapetem podczas remontu parę złotych monet.  

Sądząc po trwających niezmiennie przez 65 lat  ciągłych aferach , po miliardach jakie do tej pory skradziono i zdefraudowano, nikt jakimś starym zegarem, obrazem lub paroma kilogramami złota nie będzie sobie głowy zawracał. No chyba, że miały by trafić do kieszeni statystycznego Kowalskiego ,wtedy biada mu i kryminał.

7 komentarzy:

  1. Ostatnio poznałem człowieka, który trudnił się "szabrem" , fach odziedziczył po ojcu. Obecnie jeździ "taksą" , ciekawie też opowiada. W miejscowości "X" dzierżawił jego ojciec wraz z bratem stodołę do której trafiały klamoty, ze stodoły raz na jakiś czas fanty wędrowały do Warszawy , zazwyczaj wynajmowali sobie 3 wagony towarowe i robili transport. Potem biznes nie był już aż tak opłacalny i stawał się mniej bezpieczny toteż ojciec zajął się inną pracą, klamoty skupowali już tylko przy okazji, po ojcu schedę przejął syn, prowadził antykwariat , skupował też pierze jeżdżąc po fermach i wioskach. Kiedy coś wpadło w oko - kupował. Kiedy nie mógł odkupić to wpisywał do zeszytu , np "stara kareta - wieś taka a taka - właściciel lat 85 nie chce sprzedać - przyjechać za dwa lata " , "Stary zegar z pałącu- wieś X, właściciel schorowany, nie chce sprzedać - przyjechać za 2 lata - spytać córki" "kredens - wieć X itd... Taki zeszyt ma ponad 50 stron , ciekawie się go czyta ;-).

    OdpowiedzUsuń
  2. http://chomikuj.pl/jotes11/hobby*23*3d/turystyka*3d*23/Polska/sudety/Filmy+w+temacie+poszukiwa*c5*84/Kim+jeste*c5*9b+Kapitanie,1490775901.dat

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jusif napisał:
      Film nagrany kamerą z ekranu telewizyjnego daje się ładnie obejrzeć po zmianie nazwy pliku z *.dat na np. *.mpg. Ja oglądam BestPlyaer'em.
      Ktoś go kiedyś przegrał z taśmy filmowej na VHS, a potem (po latach ?) zdigitalizował. Dźwięk jest świetny i czytelny. Wielkie dzięki temu Ktosiu lub tym Ktosiom.

      Z tego filmowego reportażu (wg autorów to tylko część pierwsza) pośrednio wynikają ciekawe wnioski:
      1. Depozyty wielu tysięcy rodzin wrocławskich i prawdopodobnie innych miast czekają na swój czas lub na swe odkrycie.
      Tak więc druga "kopalnia Merkers" - tysiące skrzyń metalowych i drewnianych, a może po wyładunku woreczków-depozytów ze złotem, walutą, papierami wartościowymi, precjozami, może i dokumentami, leży w Sudetach (Jelenia Góra, Śnieżka, a być może w Górach Sowich).
      2. Niesamowite, że do akcji przygotowania wywozu, konwojowania i ukrycia depozytu z Wrocławia wzięto ... oficera w stopniu kapitana ! Co z tego wynika ?
      3. Najciekawsza dla mnie była zawartość przejętych skrzyń Werwolfu (180cm x 80cm), a dokładnie odnaleziona waluta: nie złoto, dolary czy funty ale ... miliony radzieckich rubli.
      Po raz kolejny potwierdza się fakt, że Niemcy źle odczytali ustalenia Konferencji Jałtańskiej, że nowa granica będzie na Nysie (ale nie Kłodzkiej tylko Łużyckiej !!!) a to miało wieeele dla Niemców dramatycznych konsekwencji, a dla nas uczyniło okazję, bo wiele skarbów Niemcy ukryli właśnie między obiema Nysami.
      Ruble zaś były potrzebne Werwolfowi do swobodnego działania w radzieckiej strefie okupacyjnej, do czasu aż znów powstaną nowe Niemcy czy też nowa, silna IV Rzesza.
      Aż słowa Franza z "Psów" się cisną na usta: "Jeszcze tu, kur...a, wrócimy"

      P.S. Z "Psów" mam wiele innych ulubionych tekstów:

      =*=*=*=*
      - No, kończcie flaszkę i do domu. W nocy ognisko.
      - Dużo tego?
      - No, ze trzy ciężarówki.

      =*=*=*=*
      Rozmowa z przełożonym, oskarżeni o palenie akt operacyjnych mjr Stopczyk i towarzyszący mu por. Maurer
      - Stopczyk, co wy tam palicie?
      - Ja? Radomskie, ale jak pan major woli, to Franz ma camele.

      =*=*=*=*
      - Jak dorośniesz, to zrozumiesz, że polityka to nie jest dziennik telewizyjny! Polityka to jesteśmy my, tu, na tym wysypisku śmieci! Albo stąd uda nam się wyjść, albo zostaniemy tu na zawsze palancie. Rozumiesz?! Rozumiesz?! Rozumiesz, ku...o, czy nie?!
      Olo strzela w powietrze, strasząc Nowego. Zbiegają się ubecy
      - Spudłowałeś z takiej odległości?
      - Co się tak, ku...a, patrzysz?! Nas tu nie ma!
      - Wy wszyscy jesteście poj....ni! Was nie można sądzić, was... was trzeba leczyć! Aparat mi wyrzucił, ku....a...

      Usuń
    2. Jusif, ja rozumiem że "Psy" to film i wszelkie zawarte bluzgi są wyrazem twórczości filmowej. Ale zasady tutaj sa takie że wszelakie bluzgi tu nie goszczą, dzisiaj zmoderowałem Twój wpis. Ale więcej się w moderowanie i poprawianie bawił nie będę, tylko usunę.
      Dla mnie język Polski jest językiem Norwida, a nie Franza, pomimo że to wyraz twórczości Pasikowskiego.

      Usuń
  4. OKI, chlaśnij cały P.S. To tylko jedno "męskie" słowo.
    A merytorycznie - co sądzisz o punktach 1. 2. i 3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ad. pkt1. Całkiem prawdopodobne.
      ad. pkt2. Może być jakaś podpucha, być może Klose był jakimś nawiedzonym narodowo-socjalistycznie i kierował wszystko w boczne drogi. Podał zbyt dużo śladów zbyt dużo dróg. Lecz tak w zasadzie to my nic nie wiemy. Z powodzeniem to co wiemy na temat Klosego i to co powiedział może być zmyśloną SB-ecką bajką.
      ad. pkt3. były "czerwoniaki" ale było też złoto, oraz były fałszywe funty.

      Usuń